Podróże
czwartek, 18 czerwca 2015
Francja - podróż wielką ciężarówką cz.1
Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem opisania podróży, ale nie takiej zwyczajnej, ale z punktu widzenia pasażera dużej ciężarówki. Opisania wszystkiego z wyższego punktu siedzenia.
No to w drogę... to pierwszy raz gdy my – rodzice, wyjeżdżamy a dzieci zostają w domu. Oczywiście pod panowaniem babci. To kolejna moja wycieczka tym wielkim kolosem, dlatego wiem, że nie należy zabierać zbyt wielu rzeczy. Za każdym razem słyszę: „on nie jest z gumy”. Zakupy zrobione, pies spakowany, aparat i ruszamy. Dziwnie samemu, bez dzieci, ale czasami taka rozłąka dobrze robi. Po przepakowaniu wszystkiego, okazuje się że nie jest tak źle. Kabina wytrzymała i zachowała pierwotne rozmiary. Nie pękła w szwach. Tankujemy i ruszamy. Na początek Tomaszów Mazowiecki i Fabryka Płytek Pradyż. Po drodze buja, rzuca, ale z góry lepiej widać. Człowiek ma wrażenie że siedzi na tronie. Piesek potrzebuje odrobiny czasu, aby się przyzwyczaić do hałasu i zupełnie innych odgłosów. Jutro będzie już lepiej, dzisiaj nie schodzi z kolan. Bacznie obserwuje każdy ruch za oknem.
Goni nas czas, więc po załadunku ruszamy dalej – kolejny punkt to Pyskowice. Robi się ciemno, na autostradzie ruch spory. Jedziemy maksymalnie 90km/h, jak to w języku kierowców się mówi , jest „kaganiec” i więcej się nie da. Oczywiście jeżdżą z różną prędkością, a to za sprawą nie tylko mocy silnika, ale ciężkości ładunku jaki mają na przyczepie. Wyprzedzają się nawzajem i zwalniają i tak w kółko. Ile razy niejeden z nas używał ciężkich słów, gdy taki olbrzym zajechał mu drogę, lub przez „godzinę” wyprzedzał innego kolosa, blokując pasy na drodze. Jednak powiem tak, czy to za kierownicą małej osobówki czy auta ciężarowego, siedzi człowiek. To on podejmuje decyzje, raz mądre a raz głupie. Nie ma znaczenia czym jedziemy, jeździmy myśląc o tych co z boku, z tyłu i z przodu.
Po drodze stajemy na krótką przerwę, bo pęcherz ma swoją pojemność a i pies chce pobiegać. Mijamy uśpioną Częstochowę i małe wioski. Na jezdni nie dziwią lisy spacerujące środkiem, ale pani, która o północy idzie z wózkiem na totalnym odludziu. Nieoświetlona, bez kamizelki i innych odblasków, praktycznie niewidoczna. Głupota czy taka potrzeba, ciężko ocenić, ale jedno jest pewne – zupełny brak wyobraźni. Udało nam się ostrzec przez CB radio jadący z przeciwka samochód, że po jego stronie paraduje człowiek. Słów jakich użył mijając tę panią, nie zacytuję. Narażała nie tylko siebie, ale i dziecko jakie znajdowało się w wózku.
Dzień kończymy o 1 w nocy. Nie szłam piechotą a padam z nóg...
Dzień drugi naszej wyprawy zaczynamy o 7:30. Czeka nas sporo kilometrów do pokonania. Poranna toaleta odbywa się przy pomocy miski z wodą, gdyż w tym miejscu , nie ma możliwości skorzystania z łazienki. Najczęściej kierowcy starają się parkować na długie przerwy w miejscach, gdzie są dostępne sanitariaty. Większość firm, czy to w Polsce czy za granicą, oferuje dostęp do łazienek, gdzie można skorzystać z prysznica. Ogólnie muszę zaznaczyć, że zawodowi kierowcy a na pewno 90% z nich to pedanci. Bardzo dbają o siebie a już przesadnie o swoje auta. Nie ma co się dziwić, to ich domy i nie te drugie, ale pierwsze. To w nich spędzają najwięcej czasu. Sprzątają w nich, gdy wsiadają zmieniają buty i jak mogą tak je upiększają. Obecnie praktycznie każdy ma telewizor, laptop lub tablet. Samochody są wyposażone w lodówki czy nawet kuchenki mikrofalowe. Ja zdecydowanie powiększyłabym jeszcze kabiny i wstawiła stoliki. Po odświeżeniu i szybkich zabiegach kosmetycznych, słodziutkiej kawie, ruszamy do miejsca załadunku. To odległość około 100km. Pies już zadowolony, spokojnie stoi na kolanach, albo zajmuje tylna kanapę.
Przejeżdżając przez te małe i większe miejscowości dochodzę do wniosku, że nasz kraj bardzo się zmienia. Zdecydowanie na lepsze. Wszyscy narzekają, ale porównując nasze miasto do tych mijanych, różnicy nie da się nie zauważyć. Odnowione drogi, ulice, budynki i jakoś tak kolorowo, czysto i widać urokliwość tych miejsc. Dużo zieleni, coś się w tych miejscach dzieje, coś zmienia. Na drogach roboty, jest to uciążliwe, ale to potrzebny krok do lepszej przyszłości. Nie powiem, są jeszcze drogi, którymi przyszło nam jechać, gdzie dziura goniła dziurę. A pies podskakiwał na kolanach. Jednak większość to proste i odnowione trasy.
Czas załadunku to chwila na rozprostowanie nóg i krótki spacer z psem. Ludzie generalnie zaskoczeni są widokiem małego, białego czworonoga siedzącego w oknie ciężarówki. Z uśmiechem spoglądają na psa i nie mogą się nadziwić. Po godzinie ruszamy dalej. Krajobraz się zmienia. Zbliżamy się do Opola. Po drodze zwracam uwagę na ładne i odnowione domy, ale również na sporą ilość niezamieszkanych gospodarstw. Mijamy kilka ładnie wyglądających parkingów .
Pod Wrocławiem psuje nam się pogoda, zaczyna padać deszcz i 45 minutową przerwę zmuszeni jesteśmy spędzić w kabinie. Bo czas pracy kierowcy jest sztywno uregulowany tzn. 4,5 godziny jazdy i koniecznie 45 minut przerwy, następnie 4,5 godziny pracy i minimum 11 godzin odpoczynku. To czas jest głównym wyznacznikiem tego zawodu. Ciągłe przeliczanie i pilnowanie by nie przekroczyć minut pracy, to jedno z głównych zadań kierowcy, gdyż kary za ich lekceważenie są dość wysokie i nieopłacalne.
Siedząc wysoko w kabinie udaje się zobaczyć więcej niż z poziomu osobówki. Jednak i z tak wysoka nic nie widać za wielkimi ekranami, ustawionymi przy autostradach. Pewnie nie tylko mnie dziwi to, że tak drogie zasłony są ustawiane wzdłuż tras i to w miejscach nie do końca wytłumaczalnych . Rozumiem ich sens, gdy za nimi są domy, firmy czy inne zabudowania. Jednak zupełnie nie mogę pojąć, jaki sens ma stawianie ich, gdy odgradzają pola lub lasy. W wielu krajach częstym rozwiązaniem, oddzielenia ruchliwej trasy od np. sadów czy gospodarstw są naturalne przegrody z nasypów porośniętych roślinami lub zwyczajny rząd krzaków. Jest to przyjemniejsze dla oka kierowcy i jego pasażera i mam tu na myśli wszystkich użytkowników autostrad i z tych dużych i tych małych aut. Narzekając na to co mamy dziwnego i zbędnego przy drogach, dodam – banery i reklamy. Ilość tych wielkich, kolorowych bilbordów i plakatów i tego co zasłania nam widok na piękniejsze przydrożne szczegóły jest zatrważająca. Rozumiem reklama, ale są jakieś granice rozsądku. Czasami chciałoby się uwiecznić jakiś widoczek na zdjęciu, ale nie ma szans, bo wciąż widzimy na pierwszym planie czyjąś wielką twarz, albo nazwę banku. Jednak im bliżej granicy z Niemcami, tym mniej tych upiększeń. Można już zobaczyć jelonki na polach czy jastrzębie krążące nad drogą.
Dzień kończymy na parkingu przy granicy. Tu można skorzystać z prysznica i się odświeżyć, zrobić ostatnie zakupy, wypić kawę lub zjeść coś ciepłego. Jednak w większości przypadków kierowcy sami sobie gotują w ramach oszczędności. Często, gdy stoją na parkingach przez kilka godzin, spotykają się i wspólnie organizują posiłki. Faceci chętnie się zaprzyjaźniają, mimo iż na CB Radiu często się kłócą i wygłaszają swoje poglądy. Wedle uznania, czasami mądre a czasami zwyczajnie głupie. Mając okazję posłuchać kilku takich wypowiedzi na różne tematy, zastanawiam się gdzie są granice ludzkich narzekań, obłudy i głupoty... Pogoda dopisuje. Odświeżeni, najedzeni, kończymy dzień. Jutro rano ruszamy dalej...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz