Podróże
czwartek, 25 czerwca 2015
Francja - podróży ciąg dalszy - cz.3
Wczorajszy upał odszedł w zapomnienie, przeszły burze wysoko w Alpach a u nas pozostały deszczowe chmury i przyjemny chłód. Po przebudzeniu robimy szybką kawę i odjeżdżamy, bo dzisiaj już czas nas goni. Kierujemy się w stronę Grenoble, do miejscowości Saint Lauret du Pont. Przed nami wyrastają coraz wyższe góry a tym samym piękniejsze widoki. Alpejskie szczyty niestety przykrywają chmury.
Ta podróż byłaby wielką przyjemnością, gdyby nie fakt, iż wielka ciężarówka to nie mała osobówka, która praktycznie wszędzie się zmieści. Jazda takim olbrzymem po wąskich, górskich drogach i małych wsiach to dla laika ogromne przeżycie. Ja gdzieś w głębi czuję ciągły strach czy zmieścimy się na drodze z innymi samochodami, czy uda się wjechać w uliczkę a co ważniejsze czy z niej wyjechać. Kierowca pewnie nie ma takich problemów, zna swoje możliwości i swojego auta. Podziwiam tych chłopaków, którzy muszą umieć tak manewrować, aby omijać przeszkody na wąskich drogach. Nie wspomnę już o wielkim talencie cofania i wjeżdżania w bramy czy podjeżdżania do ramp. Może to i kwestia wprawy i każdy musi się nauczyć. Jednak umieć a potrafić dla mnie spora różnica.
Miejscem naszego rozładunku okazała się kopalnia w górach. Dojazd dość ciekawy, z jednej strony drogi skały a z drugiej 12 metrowa przepaść z potokiem. Jednak pocieszający był widok jadących z przeciwka takich olbrzymów jak nasz. Skoro im się udaje to i my damy redę.
W czasie rozładunku potwierdza się przez nas teoria, że francuzi to bardzo sympatyczni ludzie. Panowie rozładowują towar, jednocześnie próbują nas poznać. Rozmowa w dwóch językach jest dość problematyczna, ale pomagamy sobie trzecim i rękoma. Gestykulacja jest najbardziej pomocna. Żegnając się w miłej atmosferze ruszamy dalej, teraz przed nami Pontacharra i załadunek.
Pojawia się tylko mały problem, mamy do wyboru dwie drogi. Jedna wskazuje nam nawigacja, a druga mapa papierowa. Ruszamy za radą nawigacji, jednak po kilkuset metrach rezygnujemy, gdyż droga zaczyna nam się zwężać , co nie wróży nic dobrego. Samochód osobowy nie ma takich, problemów, ale kilkunastu tonowa bryła już tak. Próbujemy zawrócić, jak nam się to udało na kilku metrowej drodze? Nie wiem do dzisiaj i w dodatku nic nie uszkodziliśmy. Nie wiem jak ten kolos tego dokonał. Przyczepa całkowicie się złamała ( jak to określają kierowcy). Emocje opadły gdy wyjechaliśmy na szeroką drogę, a ja obiecałam sobie, że kiedyś tu wrócimy, ale już osobówką. Gratuluję nie tylko kierowcy umiejętności, ale francuzom cierpliwości i tolerancji. Cała operacja trwała kilkanaście minut, w tym czasie inni uczestnicy drogi stali i czekali na zakończenie tych ekstremalnych kombinacji. W skrócie wyglądało to tak, wielkie auto na wąskiej drodze, wycofuje w inną, polną...
Miejscem załadunku okazało się małe miasteczko, dookoła którego rozpościerała się widok na góry. Pogoda się poprawiała i można już było zobaczyć ośnieżone szczyty Alp. Dziś potwierdziła się kolejna teoria, że nie wszystkich należy mierzyć według jednej miary. Kierowcy czy to na parkingach czy w miejscach załadunku, często ze sobą rozmawiają. Dzięki takim kontaktom można spotkać ciekawych ludzi. Nam udaje się poznać Rosjanina, który mieszka na Litwie. Po kilku minutowej rozmowie obie strony dochodzą do wniosku, że nie narodowość jest ważna, ale człowiek. Litwin w skrócie przedstawia nam sytuacje w swoim kraju, i podkreśla z uśmiechem na ustach, że za kilka miesięcy na terenie Litwy zostaną emeryci, uczniowie i rządzący. Reszta obywateli, co zaznacza „mądrzejsza” już wyjechała na zachód. Praca podobno na Litwie jest, tylko zarobki są bardzo niskie i nieadekwatne do kosztów utrzymania. Stanowczo zaznacza, że są biedniejszym krajem. Nie wiem czy jest się czym licytować. Rozmowa pewnie trwałaby dalej, ale francuzom skończyła się przerwa obiadowa i wszyscy wrócili do pracy. Pogoda się zepsuła, Litwin odjechał, założyliśmy że do Włoch, bo tak wspominał a my ruszyliśmy do drugiego miejsca załadunku La Rochette. Jednak na miejscu okazało się, że nasz nowy znajomy też tak jest i mogliśmy sobie jeszcze porównać swoje kraje. Jednak każda taka znajomość kiedyś się kończy i nasza dobiegła końca. Litwin odjechał. Podobno istnieje małe prawdopodobieństwo, aby jeszcze kiedyś można było się spotkać.
Francja po malutku cichnie, ludzie rozjeżdżają się do domów, zaczynają weekend. Drogi pustoszeją i tylko te wielkie auta jadą w swoja stronę, jedne do Polski a inne jeszcze dalej na zachód. My również po zakończonym załadunku możemy odjechać, znamy drogę więc ja już nie mam czego się obawiać. Przed nami cztery godziny jazdy. Trzeba przejechać jak najwięcej kilometrów, aby jak najmniej zostało nam na jutro do domu.
Praca kierowcy to nie tylko umiejętność prowadzenia tej wielkiej ciężarówki (świadomie nie używam nazwy TIR, gdyż jest to mylna nazwa, oznacza skrót Transport International Routier, czyli Międzynarodowy Transport Drogowy) Ta praca to także załadunki, rozładunki, zabezpieczenie towaru, pilnowanie dopuszczalnej wagi, sprawdzanie dokumentów i szereg innych obowiązków wiążących całość w tej dość męczącej pracy. Zdawać by się mogło, że taki człowiek siedzi sobie i kręci kółkiem, ma wspomaganie, więc nie jest mu ciężko i jeździ po krajach. Zwiedza, poznaje świat i ludzi, ale do końca nie jest tak słodko. Jednak każdy zawód ma swoje dobre i złe strony, każdy w pewien sposób jest stresujący i wymaga odpowiedzialności. Ten zawód na pewno taki jest, kierowca jest odpowiedzialny nie tylko za siebie ale także za tych co poruszają się w koło niego. A ludzie często zapominają, że taki kolos to nie wózek i że można go zatrzymać w sekundzie, że z niego nie wszystko widać i zdecydowanie trzeba czasami uzbroić się w cierpliwość, widząc jak wyjeżdża lub wjeżdża w jakieś miejsce.
Zmęczenie daje o sobie znać, dzień był pełen wyzwań. Żegnają nas pięknie ośnieżone i oświetlone przez zachodzące słońce Alpy. Piękna, górzysta Francja pomału szykuje się do wieczornego odpoczynku, większe miasta przez które przejeżdżamy, jeszcze tętnią życiem, ale te małe zupełnie opustoszały. My jedziemy dalej, aby zatrzymać się na parkingu już bliżej niemieckiej granicy późnym wieczorem. Czas na odpoczynek i naładowanie baterii na dalszą drogę do domu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz