Podróże
niedziela, 28 czerwca 2015
Francja - podróż trwa, ale kiedyś musi się skończyć... cz.4
Dziś ostatni dzień we Francji, ruszamy i za kilkaset kilometrów znajdziemy się w Niemczech. Tu drogi puste, francuzi odpoczywają. Tylko ciężarówki zapełniają autostradę. Obserwujemy różne zachowania kierowców wielkich „potworów” i wysuwa się taka myśl: że większość zmądrzała. Dojrzeli do dobrej i bezpiecznej drogi, czego nie mogę powiedzieć o litewskich, bułgarskich czy rumuńskich kierowcach. Obserwując i porównując ich styl jazdy, dochodzę do wniosku, że daleko im do zachodnich kolegów. Nie wszystkich należy mierzyć jedną miarą, ale niestety większość jeździ bez udziału rozumu. Wyprzedzają się, blokują pasy, jeden drugiemu nie potrafi ustąpić i wpuścić przed siebie. Co prawda francuzi mają cierpliwość, nie trąbią, nie poganiają światłami, ale na pewno dziwią się skąd bierze się taka głupota, gdy przez długi czas jadą jeden obok drugiego.
Jadąc i obserwując innych uczestników drogi, czas ucieka, stajemy na parkingu i robimy 45 minut pauzy. Udaje nam się spotkać kolegę z tej samej firmy. Miło się rozmawia, a przerwa mija szybko i ruszamy dalej. Pogoda piękna, słonecznie. Na niebie chmury układają się w różne kształty, dzięki czemu widok za oknem jest jeszcze bardziej niesamowity.
W czasie tej drogi spotykamy wiele kobiet siedzących za kierownicą, coraz więcej pań decyduje się na taki zawód. Jeszcze nie raz zdziwi nas widok kobiety siedzącej za tym dużym kółkiem. Sporo kobiet również podróżuje jako pasażerki, towarzysząc swoim mężom w podróży po Europie. Wiele z nich jest ich zmiennikami, ciekawy sposób na małżeństwo. Jednak czy to dobry pomysł i sposób na udany związek? Ciężko ocenić. Osobiście wolę opcję pasażera sezonowego.
Wjeżdżamy do Niemiec, tu ruch znacznie większy, mnóstwo osobówek. Przecież trwa weekend, gdzie ci ludzie jeżdżą? Jednak Niemcy uwielbiają jazdę autostradami, korki na nich, które czasami biorą się z niczego. Jeżdżą na kawę nawet kilkanaście kilometrów od domu. Żartujemy, że nawet w wolne dni, nie mogą usiedzieć w domu, tylko gnają przed siebie po swoich autobanach. Stać ich więc podróżują. Samotnie, z rodzinami i zwierzakami. Te najczęściej w klatkach w bagażniku. Super kamperami najczęściej emeryci, korzystający z jesieni życia.
Żałuję, że Niemcy, którzy znani są ze swoich twardych zasad, nie umieją zadbać o porządek na parkingach i czystość w toaletach. Mają z tym spory problem. Brud i okropny odór to norma na zwykłych parkingach. Nawet w Polsce nie natkniemy się na coś tak odstraszającego. Wieczorem dojeżdżamy do parkingu, gdzie zostaniemy do poniedziałku. Piękny wieczór, ciepło i cicho. Możemy posiedzieć koło auta i odpocząć. Kilku kierowców gra w piłkę na placu, inny ćwiczy na małej siłowni, jaką udało mu się zrobić obok przyczepy. Jak się chce można aktywne odpocząć. Udało nam się zatrzymać nad jakimś korytarzem powietrznym, bo nad naszymi głowami przelatuje mnóstwo samolotów. Najbliższe lotnisko w Hamburgu. Pojawia się pierwsza gwiazdka i dziwne uczucie, że ta sama świeci nad naszym domem, który jest tak daleko. Miło mija czas i nic nie byłoby ciekawego, gdyby nie fakt, że niedaleko od nas spada tajemniczy obiekt. Moja ciekawość bierze górę i idę przekonać się cóż to spadło nam z nieba. Okazuje się że to pęknięty balon z uczepioną kartką ze ślubnymi życzeniami od tajemniczej Anji. Niemki, która postanowiła w ten niecodzienny sposób wysłać życzenia młodej parze, która dzisiaj postanowiła powiedzieć sobie TAK . Kartka została wysłana około 220 km od miejsca, w którym spadła. Ciekawy przypadek, może uda się odnaleźć tajemniczego nadawcę lub młodą parę (niestety mimo wielu prób, nikt nie odpowiedział na moje pytania ).Romantyczna historia, balon przeleciał taki szmat czasu, żeby spaść tuz obok nas. Gdyby nie to spoglądanie w niebo i podziwianie lecących samolotów, które pięknie oświetlały promienie zachodzącego słońca, nikt by tych życzeń nie miał okazji przeczytać.
Tak oto kolejny dzień za nami. Patrzmy częściej w niebo, nigdy nie wiadomo co z niego spadnie.
Dziś niedziela i niestety mamy zakaz poruszania się po drogach. Od pierwszego lipca, zakaz ten obejmie również soboty. Przepis ten dotyczy także Polski.
Jak wygląda taka wolna niedziela dla kierowców ? Otóż na pewno śpią a po śniadaniu wszyscy jak jeden mąż, robią generalne porządki w autach. Trzepią dywaniki, porządkują schowki, wywieszają pościel na drzwi kabiny. Odkurzają, najczęściej za pomocą sprężonego powietrz. Krótko mówiąc jeśli mają okazję robią generalne porządki . Później czas na obiad. Niedziela to dzień świąteczny, większość wystawia wszystko na zewnątrz i gotuje. Zapachy roznoszą się po całym parkingu. W między czasie nie próżnują, jedni jeżdżą na rolkach, inni kontynuują mecz z wczorajszego wieczora. Są tacy co biegają i tacy co jeżdżą na rowerach. Dziwne? Czego się nie robi dla zabicia czasu i dla zdrowia. Coraz większa liczba kierowców zaczęła dbać o siebie i swoją kondycję. Oczywiście na każdym parkingu jest taka możliwość, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Po obiedzie drzemka i szykowanie kolacji. Często te posiłki szykują wspólnie, zapraszają się, każdy przynosi coś od siebie. Wiadomo im więcej ludzi tym raźniej i weselej. Co jedzą kierowcy? Wszystko. Gotują sobie normalnie jak w domu, ziemniaki, ryż, makaron. Mają butle gazowe, Garki, czajnik, patelnie. Najbardziej przypomina to biwak. W niektórych autach są już ekspresy do kawy, mikrofalowe kuchenki czy elektryczne czajniki. Niedziela mija, pogoda dopisała, trzeba położyć się wcześniej spać bo jutro rano pobudka. Jutro Polska czeka nas rozładunek i koniec tej kilkudniowej wyprawy.
Ruszamy o 4 rano, większość tych kolosów tak jak my wraca na trasę. Jedni w naszym kierunku, inni w przeciwnym. Każdy ma jakiś cel. Ruch mimo wczesnej godziny już duży. Pogoda się zepsuła, zimno i pada deszcz. Rozpogadza się dopiero na naszym polskim niebie. Człowiek wraca do siebie i czuje się jakoś inaczej. Czyste toalety, Internet , tylko ludzie jacyś inni. Już nikt na stacji się przyjaźnie nie uśmiecha, wszyscy patrzą się na siebie tak dziwnie i ponuro – czy musimy być takim niesympatycznym społeczeństwem? Trudno mi jakoś sobie to wytłumaczyć. Ciągle narzekamy, marudzimy i na siebie nawzajem psioczymy.
Jedziemy w kierunku Inowrocławia, przejeżdżamy przez mniejsze i większe miasteczka i włosy jeżą mi się na głowie. Ludzie gdzie wy macie rozumy? W jednym z miasteczek rowerzyści nagminnie przejeżdżają przez pasy na rowerach i w dodatku, na 5 jeden obejrzał się czy coś nie nadjeżdża. Cudownie, wyobraźni brak. Przecież czy to osobówka czy to ciężarówka, musi mieć jakiś czas na zatrzymanie, na reakcję. No myślałam, że widziałam już wiele, ale takie zachowanie raczej jest tu codziennością, bo wielu rowerzystów uważa się za nieśmiertelnych. Spotkałam pieszych, którzy bez odwrócenia głowy wchodzą na jezdnię, ale tylu odważnych na rowerach spotykam pierwszy raz. Tutejsi kierowcy widać nauczeni, bo wszyscy zbliżając się do pasów zatrzymują się nawet gdy nikt nie stoi przy krawężniku. Taka oto ciekawostka. A może nie ma się co dziwić?
Rozładunek trwa krótko, na noc stajemy na parkingu, idziemy spać, choć dziwnie tak blisko domu a jednocześnie tak daleko
Od rana piękna pogoda nam towarzyszy, to ostatni dzień naszej podróży i mojej relacji. Dla kogoś z boku to fajna przygoda, ciekawa wyprawa a dla kierowcy to normalny wyjazd. Jedziemy do Torunia na rozładunek. Chylę czoło nad ludźmi, którzy mieszkają w małych miejscowościach, prze które codziennie przejeżdża kilkaset ciężarówek. Nie mogą otworzyć okna, wciąż hałas i kurz i strach, jak bezpiecznie przejść przez drogę. Są oznakowane przejścia, ale mimo wszystko jest to bardzo niebezpieczne, gdy z jednej i z drugiej strony jedzie sznur samochodów i żaden nie ma ochoty się zatrzymać. Większość pewnie się przyzwyczaiła a inni uciekli
Jedziemy dalej. Zastanawiam się dlaczego tak znaczących różnic jest w naszym kraju, jeśli chodzi o zamożność obywateli. Gdy jechaliśmy przez województwo wielkopolskie, mijaliśmy nowe domy, czyste i odnowione miasteczka, jechaliśmy po ładnych drogach i nagle zauważyłam różnicę. Znaleźliśmy się w kujawsko – pomorskim, a tu zaniedbane gospodarstwa, stare domy, takie które jeszcze nigdy nie były odnowione. Większość przypomina czasy PRL-u. Nie wiem czy dotyczy to całego regionu, ale na pewno tych miejsc przez które przejeżdżaliśmy . Musieliśmy trawić na popularne imieniny bo i zakołysanych panów tu znacznie więcej widać na poboczach.
Wszystko się kończy, te kilka dni minęło szybko i miło. Sporo się wydarzyło, dotknęłam czegoś nowego, trafiliśmy na innych ludzi o których warto było napisać, mieliśmy okazje porównać dwa światy. A co najważniejsze mogłam opowiedzieć o tym jak to jest siedzieć w kabinie ciężarówki i przybliżyć pracę tych wysoko siedzących kierowców. Wyciągnęliśmy kilka znaczących wniosków i doszliśmy do paru ważnych twierdzeń, wracamy do dzieci. Było fajne. Pamiętajmy, wyprzedzając takie wielkie auta, nie zajeżdżajmy im drogi, bo ważą sporo i nie zatrzymają się tak szybko jak byśmy chcieli. Miejmy cierpliwość gdy manewrują i nie mogą wjechać w jakąś bramę czy drogę. A gdy zajadą nam drogę lub wymuszą pierwszeństwo – odpuśćmy, każdy może mieć zły dzień czy to za kierownicą osobówki czy ciężarówki. Nikt nie jest doskonałym kierowcą, królem szos a większa tolerancja i kultura przydałaby się każdemu z nas.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz